Organizator: Grupa MTP

Lewiccy - marka sama w sobie!

Podziel się

Rodzina Lewickich to obecnie rozpoznawalna marka i gwarancja jakości w branży jeździeckiej. Jej największą siłą jest zdecydowanie rodzina, ciężka praca i wspólna pasja. Gosia i Marek rozpoczynali swoje kariery sportowe w tym samym miejscu: w Stadninie Koni Nowielice. Od 1998 roku w którym się poznali, konsekwentnie realizują wspólne marzenie o własnej, profesjonalnej stajni sportowej.

Rozmawia: Karina Czechowicz

Zdjęcia: Oliwia Chmielewska, Karolina Filipowicz

Jaka jest historia Klubu Jeździeckiego Czahary Pogorzelica? Kto zainicjował założenie stajni właśnie w tym miejscu?

Gosia: Pierwsza stajnia, a w zasadzie stajenka, powstała w 2002 roku. Byłam z niej bardzo dumna, bo budowałam ją wraz z moim tatą. Początkowo posiadała stanowiska dla 8 koni. Cztery lata później postawiliśmy nową, murowaną stajnię. Wraz z Markiem od zawsze byliśmy bardzo pracowici. Mogliśmy też liczyć na wsparcie naszych rodziców, które było szczególnie pomocne kiedy wyjeżdżaliśmy na zawody. Od 2002 roku wiele się u nas zmieniło. Mamy własny ośrodek jeździecki, a w nim wszystko, czego nasze konie potrzebują - halę, stajnie, profesjonalny plac kwarcowy, karuzelę…

Wasze sportowe kariery rozpoczęliście w Stadninie Koni Nowielice. Czy we dwójkę pochodzicie z tych okolic? Jak się poznaliście?

Marek: Pochodzę z Nowielic, które były ważnym ośrodkiem sportu i turystyki jeździeckiej, funkcjonującym przy stadninie koni. Tam rozpoczynałem swoją przygodę z końmi, która jak się okazało, zdeterminowała moją przyszłość.

Gosia: A ja urodziłam się w Poznaniu. O osiedleniu się w Pogorzelicy zadecydowali moi rodzice. Początkowo nie byłam zachwycona tą zmianą, bo w tamtych czasach Pogorzelica nie rozpieszczała nadmiarem atrakcji… Dość szybko jednak trafiłam do Nowielic, gdzie konie i nauka jazdy pochłonęły mnie (jak się okazało) na zawsze. Jak się poznaliśmy? Tak naprawdę przez siedem lat mijaliśmy się z Markiem. Jak ja jeździłam, to Marka nie było. Jak Marek przyjeżdżał, to ja byłam na wakacjach. I tak to trwało, aż do 1998 roku…

Marek: W czasie, kiedy Gosia zaczynała treningi mieszkałem i startowałem w Szwecji. Kiedy po ośmiu latach wróciłem do Nowielic, w końcu się poznaliśmy i tak to się właśnie zaczęło.

Jak od 2002 roku rozwijała się Wasza stajnia? Czy od początku zamysłem było, aby sport przenikał się z rekreacją?

Gosia: Początki naszej stajni są związane z rekreacją. Stała się ona ważnym miejscem dla wielu adeptów sztuki jeździeckiej. Dodatkowym jej atutem jest położenie - Pogorzelica jest urokliwą miejscowością wypoczynkową. Od bałtyckiej plaży oddziela nas jedynie ściana lasu. Możliwość jazdy w takim miejscu jest niezmiernie kusząca, dlatego nie narzekamy na brak chętnych. Ta część działalności jest dla nas ważna. Pomaga utrzymać stajnię oraz wspomaga rozwój naszych pasji. Jednocześnie jesteśmy sportowcami, więc oczywistym jest, że naszym marzeniem było wybudowanie profesjonalnej stajni sportowej. To marzenie wciąż spełniamy.

Marek: Gosia, Filip i ja jesteśmy czynnymi sportowcami. Do naszego grona powoli dołącza Oleńka – najmłodsza córka, która ma już za sobą pierwsze starty w zawodach. Poza tym mamy w stajni uznane ogiery takie jak ICI, Itoulon B, Kirymanjaro Fortuna. Stawiam na profesjonalną stajnię na najwyższym sportowym poziomie. Chciałbym zapewnić trenowanym koniom optymalne warunki, aby osiągały jak najlepsze wyniki. Aktualnie rekreacja jest w odwrocie na korzyść sportu, ale nie zamierzamy z niej rezygnować.

Czy zanim założyliście swój własny biznes pracowaliście jako jeźdźcy w innych stajniach? Jak wyglądała Wasza droga do niezależności – własnej stajni?

Gosia: Nigdy nie pracowałam jako jeździec w obcej stajni. Rozpoczęłam pracę u siebie, prowadząc rekreację w naszej małej stajence. Do startów na zawodach miałam klacz Sonatę, która dostarczyła mi mnóstwo sportowych przeżyć i wzruszeń.

Marek: Od 18 roku życia pracowałem i prowadziłem swoją stajnię w Szwecji. Po powrocie do Polski jeździłem w Stadninie Koni w Nowielicach oraz u Sławka Polikowskiego. W miarę rozwoju naszej stajni niemożliwym stało się pogodzenie tych różnych aktywności. Postanowiłem zająć się rozwojem i wsparciem rodzinnego biznesu. Początki nie były łatwe, ale nasze pełne zaangażowanie (Gosi i moje) pozwoliło na spełnienie wspólnego marzenia, czyli wybudowania własnego ośrodka jeździeckiego.

W jaki sposób obecnie funkcjonuje Wasze przedsiębiorstwo rodzinne – kto za co jest odpowiedzialny? Ile osób zatrudniacie do pracy w stajni?

Gosia: Nasze przedsiębiorstwo to różne formy działalności. Najważniejszą jest praca z końmi, które przygotowujemy do startów w zawodach. Wszyscy jeździmy, pomagamy sobie i wspieramy się, ale w tym obszarze niezaprzeczalnym autorytetem jest Marek i to do niego należy ostatnie słowo. Poza tym prowadzimy rekreację, szkółkę jeździecką dla dzieci z naszej gminy, obozy sportowe, treningi skokowe i indywidualne. Do tego dochodzą wyjazdy na zawody. Na brak zajęć nie narzekamy (śmiech).

Marek: Zatrudniamy 3 osoby do pomocy przy funkcjonowaniu stajni. Mamy, a w zasadzie mieliśmy trzech jeźdźców. Nasz syn Filip w tym roku rozpoczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu i przeniósł się bliżej ośrodka akademickiego. Poza tym w naszym klubie mamy innych jeźdźców, którzy na co dzień jeżdżą bliżej swojego miejsca zamieszkania. Poza sportem i rekreacją ważnym kierunkiem naszej działalności jest Stacja Ogierów. Obowiązkami dzielimy się sprawiedliwie. Gosia jest odpowiedzialna za rekreację i wszystkie sprawy administracyjno–biurowe. Ja odpowiadam za konie, pracowników i ogólne funkcjonowanie stajni.

Wiele profesjonalnych ośrodków jeździeckich broni się przed rekreacją. Wam udało się wykształcić taki system działalności, który pozwala odnosić sukces na wielu płaszczyznach – od rekreacji, obozów jeździeckich, po Stację Ogierów i trening koni sportowych. Czy z biegiem lat, kiedy „działka” związana ze sportem się rozwijała nie myśleliście o tym, żeby zrezygnować z rekreacji?

Gosia: Jak już wspominałam, działalność związana z rekreacją funkcjonuje w naszej stajni od zawsze. Jedyne, co się zmieniło, to jej udział w stosunku do całej działalności. I mimo, że przestała być ona priorytetem, to nadal jest bardzo ważna; szczególnie, iż korzystają z niej ludzie, których lubimy i cenimy i z którymi nie potrafimy się rozstać. Widzimy też jak jeździectwo zyskuje na popularności. Na poziomie rekreacji szczególnie zainteresowane są nim dziewczynki. W obiegowej opinii uważany jest za sport elitarny, ale korzystanie z lekcji jazd konnych oraz uprawianie jeździectwa na poziomie rekreacyjnym stało się obecnie dostępne dla wielu.

Nawiązując do działalności związanej z treningiem koni sportowych – czy są to w głównej mierze konie powierzone Wam w trening czy konie należące do Was? Ile koni jest obecnie w Waszej stajni?

Marek: W stajni mamy 35 koni: 7 z nich to konie prywatnych właścicieli, 10 jest rekreacyjnych, a pozostałe to nasze konie sportowe. Najbardziej lubię pracować i startować na koniu, którego jestem właścicielem, ale współpracuję również z właścicielami innych koni. Najczęściej zaczynam z młodymi końmi, które wprowadzam w pierwsze starty, a potem w wyższe konkursy. Kiedy sami kupujemy młode konie to najchętniej wybieram ogiery, z którymi bardzo lubię pracować.

Gosia: Nasze rekreacyjne konie to najczęściej te, które już zakończyły karierę sportową, ale mogą być jeszcze użyteczne. Najstarszy spośród nich w tym roku skończy 26 lat, a nadal potrafi i lubi mocniej pogalopować po plaży. Naszym koniom zapewniamy wspaniałe warunki, codzienną porcję ruchu, a w bonusie przytulanie i smakołyki od zachwyconych jeźdźców.

Prężnie rozwija się u Was również Stacja Ogierów. Na co zwracacie największą uwagę przy zakupie nowych koni? Jakie ciekawe ogiery są u Was obecnie?

Marek: Wybieram młode konie, które moim zdaniem dobrze rokują na przyszłość. Jeśli są to ogiery, to oceniam je również pod kątem reprodukcji. W zeszłym roku zakupiłem bardzo obiecującego 2 letniego ogiera: Inaico VDL x Carthago. Popracujemy, poczekamy i zobaczymy czy zostanie się gwiazdą na miarę ICI.

Nasze ogiery to: ICI (Durango x Harley), niezwykłej  urody, który łączy w sobie najlepsze cechy swoich przodków. Jest harmonijny, z niesamowitym ruchem, obdarzony idealnym charakterem, dokładny, jezdny, waleczny i odważny. Te cechy przekazuje swojemu potomstwu.

Itoulon B (Etoulon x Indoctro) - piękny kasztan, wyróżniający się niemal pod każdym względem, przejawiający wiele cech swoich przodków. Imponuje olbrzymią siłą skoku, elastycznością i zrównoważonym charakterem.

Kirymanjaro Fortuna (Grand Slam x Canturano I) -  to niezwykle urodziwy młody ogier w nowoczesnym typie. Oprócz walorów ruchowych i eksterieru wyróżnia się wspaniałym charakterem i chęcią do współpracy z jeźdźcem. Cechuje go niesamowita lekkość w skoku, olbrzymia siła i elastyczność.

Chacco Nann (Chacco Blue x Kannan) - mamy już tylko nasienie mrożone tego ogiera, ale jego rodowodu reklamować nie trzeba.

Który z tych filarów działalności daje Wam największą satysfakcję, spełnienie?

Gosia: Na pierwszym miejscu stawiam moją rodzinę. Jest dla mnie najważniejsza, bo daje mi oparcie i napędza do dalszego działania. Na drugim miejscu plasuje się rywalizacja sportowa, dlatego z pełną determinacją angażuję się w przygotowania moich koni do startów. Sprawia mi to ogromną przyjemność i satysfakcję.

Marek: Zgadzam się z Gosią. Mamy podobne wartości oraz priorytety.

Rozpoczął się nowy, 2021 rok. Z którym koniem wiążecie największe nadzieje sportowe na najbliższy sezon?

Gosia: Moją gwiazdą jest Ici. To najlepszy koń, jakiego dotychczas jeździłam. Podczas CSI Sopot 2020 konkurs Grand Prix przejechaliśmy z 1 punktem za czas. Liczę, że w sezonie 2021 osiągniemy dobre wyniki sportowe, które nawet nas zaskoczą.

Marek: Moim podstawowym koniem jest klacz La Pezi i ogier Itoulon B. W tym roku będą miały po 8 lat i mogą rozpocząć starty w poważnych konkursach. Wspierać ich będą: Cornet`s Sunshine, Newton, Kirymanjaro Fortuna, Come, Hashtag oraz King`s Lady.

Marek Lewicki: Mistrz Polski Seniorów 2013, uczestnik Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy, a także prestiżowego turnieju Meydan FEI Nations Cup w 2010 r. Dwukrotny zdobywca Grand Prix Cavaliady w Lublinie (2013) i w Warszawie (2017).

Więcej na stronie Horse&Business Magazine TUTAJ